Języki Afryki – języki nguni

W ramach cyklu przybliżającego klasyfikację języków Afryki – kilka słów o grupie nguni języków bantu.

Nazwa nguni pochodzi od nazwy charakterystycznego gatunku bydła (mieszanka zebu i zwykłej krowy) który przywędrował wraz z ludźmi Nguni do południowej Afryki. Albo może i było odwrotnie – nazwa bydła wzięła się od nazwy ludzi. Pojęcia nie mam. Jedno co pewne, to to że Nguni – oczywiście nie wszyscy – do dzisiaj są ze swoim bydłem związani, powiedziałbym, egzystencjalnie, a wiele aspektów ich kultury jakoś powraca do „wartości pasterskich” (im więcej masz krów, tym ważniejszy jesteś; zawsze należy być gotowym do walki w obronie stada).

No a kto to są ci Nguni? Najkrócej mówiąc, Nguni to ogół pokrewnych kulturowo i językowo klanów (społeczności wywodzących swój rodowód od wspólnego przodka), łączących się w szereg odrębnych ludów/narodów (Zulu, Xhosa, Ndebele, Swati) bądź mniej lub bardziej niezależnych. Proces łączenia się klanów w większe jednostki polityczne jest fascynujący, ale zbyt mało o nim wiem, by mówić tu coś więcej. Przejdźmy zatem do języków.

Wśród języków nguni wyróżnić można dwie podgrupy, nazywane zwyczajowo ‘tekela’ i ‘zunda’. Do drugiej z nich, zdecydowanie większej, należą: zuluski, xhosa, zimbabwańskie ndebele oraz niektóre odmiany ndebele z RPA. Nazwy języków tworzących podgrupę ‘tekela’ są dużo mniej znane: swati, phuthi, bhaca, hlubi, cele, lala oraz reszta odmian ndebele z RPA.

Najłatwiejszą do wychwycenia, choć z pewnością nie jedyną, różnicą pomiędzy obiema podgrupami jest zamiana ‘z’ (w zunda) na ‘t’ (w tekela), która jest przyczyną dziwacznego faktu, iż państwo swatich po angielsku nazywa się „Kingdom of Swaziland” a w swati „Umbuso weSwatini”. Najwyraźniej Anglicy konsultowali nazwę z Zulusami (którzy mówią zunda), a nie Swatimi (tekela), a potem już się przyjęło.

Jak bliskie są sobie te języki? Najprościej pokazać to na przykładach. Poniższe wziąłem z wikipedii, w paru przypadkach zmieniając kolejność wyrazów, by we wszystkich szyk był ten sam:

„Tylko trochę rozumiem po angielsku”:

Ndiqonda kancinci nje isiNgesi (Xhosa)
Ngiqonda kancane nje isiNgisi (Zulu)
Ngiqonda kancane nje isiNgisi (Ndebele)
Ngicondza kancane nje siNgisi (Swati)
Givisisa kanci tejhe siKquwa (Phuthi)

„Podobają mi się twoje nowe kije”

Ndiyazithanda iintonga zakho ezintsha (Xhosa)
Ngiyazithanda izintonga zakho ezinsha (Zulu)
Ngiyazithanda izintonga zakho ezintsha (Ndebele)
Ngiyatitsandza tintfonga takho letinsha (Swati)
Giyatitshadza titfoga takho letitjha (Phuthi)

Przykłady mogą być nieco naciągane – wg. mojej skromnej wiedzy i w zulu i w xhosa ‘kije’ to nie iintonga ale iinduku/izinduku (nazwa ogólna) lub izinti (takie do walki) czy izindondolo (takie do podpierania się).

W każdym razie bliskie pokrewieństwo wszystkich jest doskonale widoczne. Wyraźniej odstaje phuthi, ale tylko słownikowo – struktura ta sama. W ramach grupy zunda (xhosa-zulu-ndebele) różnice są tak małe, że w zasadzie można je pominąć. Dlaczego jednak tego nie robimy i mówimy o zulu, xhosa i ndebele jako o odrębnych językach? Otóż dlatego, że ich użytkownicy znacznie różnią się kulturą i obyczajem (b. różne są np. obrzędy inicjacyjne). Nie ma między nimi poczucia wspólnoty, są za to historyczne zaszłości i – często jeszcze – całkiem współczesna niechęć. A że świadomość językowa często idzie krok w krok z narodową, mamy co mamy.

Bliższych wyjaśnień wymaga kilka kwestii związanych z zimbabwańskim ndebele, a raczej z tym, dlaczego tak mało różni się on od zulu, mimo całkiem sporego geograficznego dystansu. Szczęśliwie się składa, że historię ndebele znamy dokładnie, bo jest ona świeżej daty. W okresie wielkiego zamętu wywołanego podbojami Shaki, jeden z zuluskich dowódców, Mzilikazi, zbuntował się, zebrał swoje siły i ruszył na północ. Było to w 1822. Migracja jakich wtedy wiele, tyle że ta szczególnie skuteczna – wędrowcy osiedli na południu obecnego Zimbabwe i są tam po dziś dzień. Tyle, że nie nazywają się Zulusami, a Ndebele. Niecałe 200 lat, to bardzo mało dla różnicowania się języków.

Jednak nie wszyscy Ndebele dotarli do Zimbabwe, część po drodze osiadła na terenach ówczesnego Transwaalu. Ponieważ w ogóle był to okres migracji, transwalscy Ndebele zostali rpzdzieleni na dwie grupy, oddzielone od siebie osadnictwem innych ludów. Stąd dziś mamy do czynienia nie z jedną, a z trzema różnymi grupami Ndebele: jedną w Zimbabwe (tych jest najwięcej) i dwiema w RPA (jedna to tzw. Nrebele – ci powoli się asymilują, wtapiają w sąsiedni lud Sotho), każda z trochę innym językiem (różnice głównie pod wpływem sąsiadów – w Zimbabwe to Szona, w RPA – Sotho bądź Swati).

Pozostaje jeszcze wyjaśnić szereg innych, nikomu chyba nie znanych, nazw etnicznych i językowych:

Swati to podstawowa ludność państwa Swaziland, żyjąca oprócz tego także w RPA

Phuthi to niewielka (ok. 20 tys.) grupa etniczna zamieszkująca południowe Lesotho i mówiąca językiem, który kiedyś był bardzo bliski swati, jednak obecnie znajduje się pod przemożnym wpływem sotho.

Hlubi, Bhaca (czyli ‘uciekinierzy’), Cele i Lala to klany mówiące językami, często klasyfikowanymi jako dialekty xhosa (chociaż są tekela czyli różnią się od xhosa bardziej niż zulu!). Xhosańskość Bhaców czy zwłaszcza Hlubich bywa czasami (ale nie zawsze) kwestionowana – do różnic językowych dochodzą także kulturowe.

Tyle o Ngunich i ich językach. W ślad za tym tekstem pójdą, mam nadzieję, następne, traktujące o kolejnych podgrupach języków bantu.