O japońskim wychowaniu

W ostatnim economiście nekrolog Hiroo Onody, chyba ostatniego żołnierza II Wojny Światowej (złożył broń dopiero w 1974 po 30 latach prowadzenia partyzantki na Filipinach). Sama historia była mi znana wcześniej, łącznie z tym, że po powrocie do Japonii założył sieć szkół przetrwania, ale poniższy obrazek z jego dzieciństwa – nie.

Otóż Onoda jako sześciolatek źle się zachowywał, na co jego matka zaprowadziła go do świątyni, dała do ręki nóż i powiedziała, że skoro hańbi rodzinę swoim nieposłuszeństwem, to lepiej byłoby, gdyby się zabił…

Od dawna planuję napisać tekst o różnych stylach wychowania/nauczania/zarządzania (podobne rzeczy) i pomyślałem, że ta historia stanowi dobry punkt wyjścia.

W oczekiwaniu na ciąg dalszy proszę nie odchodzić od odbiorników.

2 Replies to “O japońskim wychowaniu”

  1. Dobry punkt wyjścia? Czyli wybierasz się do światyni? Jeśli mogę coś odradzić, to mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno…

    1. O, zupełnie zapomniałem, że powinien być ciąg dalszy. Nawet jest już w połowie napisany, więc za jakiś miesiąc (albo więcej, zważywszy na średnią częstotliwość zamieszczania nowych wpisów)…

      A do świątyni się nie wybieram. Zresztą jeżeli mnie intuicja nie myli, to w odwiecznym dylemacie rodzicielskim “przemoc fizyczna czy psychomanipulacja” ojcom wypada stosować to pierwsze, a drugie pozostawić matkom 🙂

      Ale to nie miał być punkt wyjścia do własnych decyzji wychowawczych, a do tekstu kontrastującego różne style zarządzania/nauczania/wychowywania (wiem, że to wiesz, wyjaśniam dla pozbawionych poczucia humoru).

Comments are closed.