O malajskim (i indonezyjskim) – czy łatwo?

Malajski i indonezyjski słyną z prostoty. No, słyną to dużo powiedziane, bo większość zapewne nigdy nic konkretnego na ich temat nie słyszała, ale wśród towarzystwa miłośników dziwnych języków, do którego sam należę, faktycznie malajsko-indonezyjski jest całkiem często brany za przykład “jednego z najłatwiejszych języków świata”. Niżej parę zdań o tym, co mi się na temat tej łatwości wydaje.

Najpierw rekonstrukcja argumentu.

Malajski/indonezyjski -jak się uważa- jest prosty, ponieważ jest niemal doszczętnie pozbawiony morfologii (“nic się nie odmienia”), a stosunki składniowe i logiczne w innych językach wyrażane np. przez końcówki gramatyczne, są zaznaczane przez oddzielne wyrazy, albo wcale. Nie ma odmiany przez osobę, czas, tryb, liczbę, przypadek i rodzaj. Czas i (nie-)dokonaność czynności określa albo kontekst albo odrębne słówko (tak jakby ‘ja pisać już’ znaczyło ‘już napisałem’; a ‘ja pisać jutro’ – ‘jutro napiszę’). Liczba mnoga jest wyrażana przez powtórzenie (orang – człowiek; orang-orang – ludzie) ale w praktyce korzysta się z niej dużo rzadziej niż w polskim.

Na marginesie – twierdzenia esperantystów o gramatycznej prostocie ich ulubionego języka wyglądają na tym tle dość naiwnie. Ileż w esperancie komplikacji (biernik! odmiana przez czasy!) bez których malajski świetnie sobie radzi!

Dalej, malajsko-indonezyjski jest językiem wyjątkowo sprzyjającym lakoniczności i prostocie wypowiedzi. To, co z kontekstu oczywiste, rutynowo się pomija – jeśli opowiadam, co robiłem wczoraj, to słowo ‘wczoraj’ pojawia się tylko na początku, a w trakcie narracji czas nie jest w żaden sposób wyrażany. Tendencja do pomijania ‘ozdobników’ wspierana jest przez to, że dla większości użytkowników (zwłaszcza w Indonezji) malajsko-indonezyjski nie jest językiem ojczystym, a wielu nie potrafi się nim płynnie posługiwać. Jeśli ktoś nie wie, kiedy czasownik zaczyna się na ber- a kiedy na me- (to są prefiksy -odpowiednio – czasowników nieprzechodnich i przechodnich), to może prefiks po prostu pominąć. “Bisa bicara bahasa indonesia?” (umieć mówić indonezyjski?)  zamiast pełnego “Apakah anda bisa berbicara bahasa indonesia?” (czy pan/pani umie mówić po indonezyjsku) też jest całkiem poprawne.

Dobrze, teraz krytycyzm. Tak naprawdę wcale nie jest łatwo nauczyć się sprawnie posługiwać się malajskim/indonezyjskim czy nawet tylko go rozumieć. Dlaczego?

Po pierwsze, zacznijmy od końca. Uproszczony i odarty z ozdobników język, to nie jedyna odmiana malajsko-indonezyjskiego, której opanowanie jest konieczne by sprawnie funkcjonować w tamtejszej przestrzeni językowej. Jak każdy język, tak i malajsko-indonezyjski ma różne rejestry, wykorzystywane w różnych sytuacjach i do różnych celów. Środki językowe które są na miejscu w bazarowym targowaniu się, w artykule naukowym wyglądają już niestosownie. Jednym z problemów z jakim styka się uczący się indonezyjskiego cudzoziemiec jest duża różnica między językiem potocznym a formalnym, wyrażająca się m.in. w tym, że prefiksy czasownikowe, które w mowie są opcjonalne, w języku bardziej oficjalnym stają się obowiązkowe.

Oczywiście można powiedzieć, że nie każdy musi uczyć się pisać (czy nawet czytać) urzędowe pisma czy artykuły naukowe. Jednak kolejnej trudności nie sposób już ominąć: malajsko-indonezyjskie słownictwo jest bardzo bogate, zadziwiając zwłaszcza liczbą synonimów i prawie-synonimów. Wynika to częściowo z historii zewnętrznych kontaktów językowych, podczas których do malajskiego z kilku kierunków przedostawały się słowa znaczące to samo (książka = pustaka, kitab, buku; odpowiednio z sanskrytu, arabskiego i angielskiego), częściowo z współobecności innych austronezyjskich języków, których granice z malajo-indonezyjskim są dość płynne (np. w indonezyjskim Dżakarty jest wiele zapożyczeń sundajskich i jawajskich), częściowo z tradycyjnej kultury kładącej duży nacisk na hierarchię społeczną i poszanowanie zasad etykiety (wiele słów znaczących to samo, ale bardziej bądź mniej ‘grzecznych’).

Chciał czy nie chciał, trzeba wiedzieć, że zamiast ‘bisa’ mówi się też ‘boleh’, a ‘berbicara’, ‘bercakap’, ‘berbahasa’ i ‘bertutur’ wszystkie znaczą ‘mówić’ (i wszystkie są podobnie często używane).

Inna kultura, to też inna praktyka mówienia. Indonezyjski/malajski ma wiele słów odpowiadających polskim zaimkom osobowym, o bardzo różnym nacechowaniu stylistycznym (od pokory przez uprzejmość do poufałości), przy czym różnice dotyczą także zaimka ‘ja’ (w zależności od tego z kim się rozmawia mówi się o sobie bądź ‘saya’ (grzecznie) bądź ‘aku’ (poufale) bądź jeszcze inaczej). To wciąż jednak tylko płaszczyzna słownikowa, a różnice (i w związku tym, trudności) sięgają głębiej.

Po malajsko-indonezyjsku zaimków się najczęściej w ogóle nie używa, zastępując je tytułami bądź terminami pokrewieństwa (czyli starszego rozmówcę nazywamy ‘wujkiem’, rozmówczynię w tym samym wieku ‘siostrą’ itd.), ale -tu trudność- robimy to także w odniesieniu do siebie. Wrażenie podobne jak po polsku rozmowa z bardzo małym dzieckiem (‘Mamusia da teraz synkowi papu’ – mówi mama do dziecka), które jeszcze gubi się w zaimkach. Po malajsku/indonezyjsku tak się mówi do wszystkich i całkiem trudno jest się przestawić by automatycznie chwytać, czy ‘brat’ o którym mówi rozmówca, to faktycznie brat, czy też on sam!

To tylko ilustracja, jeden przykład spośród wielu różnic w pragmatyce językowej, które -w moim przekonaniu- stanowią największą przeszkodę w nauce języka dość kulturowo odległego. Nauczyć się dogadywać – prosto; nauczyć się wyrażać, co się myśli – nie tak trudno; nauczyć się, co, kiedy i jak się w danym społeczeństwie mówi, a czego nie – prawdziwy problem.

Morfologia < Słownictwo i stylistyka < Pragmatyka

One Reply to “O malajskim (i indonezyjskim) – czy łatwo?”

  1. Co to w ogóle za pomysł, że nauczyć się jakiegoś języka jest łatwo? Dla mnie każda mowa ma elementy, na których można sobie zęby złamać…

    W kwestii malajskiego mam podobne odczucia – mnóstwo synonimów i subtelne różnice w grzecznościach to spory problem. Gramatykę zastępuje zastęp dodatkowych słów do wykucia. A malajski “bazarowy” – powstały na potrzebę kontaktów kolonistów z tubylcami – jest tak makabrycznie uproszczony na rzecz komunikacji, że słabo ma się do malajskiego “właściwego”.

    Malajski jest cudownym językiem, ale nie powinno się go lekceważyć, bo można się nieźle przejechać.

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

Comments are closed.