Uwagi o dyglosji

“Słówkowa” debata o baskijskim zainspirowała mnie nie tylko do napisania cyklu artykułów o tym języku, ale i do zastanowienia się nad czynnikami mającymi wpływ na stabilność bilingwizmu czy dyglosji. Poniżej luźne uwagi i przemyślenia na ten temat.

Bilingwizm czy dwujęzyczność to sprawne posługiwanie się przez daną osobę czy społeczność dwoma językami. Dyglosja to pojęcie bardziej wyspecjalizowane: posługiwanie się przez społeczność dwoma językami, które cieszą się różnym prestiżem (umownie określane jako ‘wysoki’ i ‘niski’) i używane są w różnych sytuacjach i sferach życia w taki sposób, że kontekst ściśle determinuje, który z języków będzie użyty. W węższym rozumieniu dyglosji oba języki muszą być ze sobą spokrewnione, w szerszym – niekoniecznie.

Jednym z klasycznych przykładów dyglosji jest sytuacja językowa w świecie arabskim, gdzie klasyczny arabski i bardzo bliski mu MSA (Modern Standard Arabic) niepodzielnie dominuje w religii, literaturze, telewizji i szkole, ale absolutnie nikt nie używa go w spontanicznej mowie (tu używane są dialekty).

Mniej wyrazista, ale pokrewna, jest sytuacja wielu (czy nawet niemal wszystkich) języków mniejszościowych współczesnej Europy. Ich użytkownicy na ogół znają język urzędowy/większościowy, którym ze względów praktycznych (np. asymetria dostępu do dóbr kultury czy możliwości zarobkowania przy użyciu obu języków) posługują się w szeregu sytuacji (nauka, praca, kultura masowa) nawet jeśli ich język ojczysty również bywa używany w tych sferach.

Jakie są szanse, że taka sytuacja (każdy od dziecka zna dwa języki) może utrzymać się na przestrzeni pokoleń? Jakie są zagrożenia i jakie czynniki na nie wpływają? Kilka luźnych uwag:

1. Wzajemne pokrewieństwo obu języków z jednej strony zmniejsza wysiłek intelektualny konieczny do ich opanowania i podtrzymania, ale z drugiej strony – zwiększa ryzyko, że język o niższym prestiżu czy mniejszej użyteczności będzie postrzegany jako uboższy czy nieprawidłowy wariant/dialekt języka “ważniejszego” (bliższe standardowemu francuskiemu dialekty północy Francji praktycznie wymarły, a okcytański i pokrewne mu odmiany południowe – jeszcze nie). Dodatkowo, podobieństwo struktury gramatycznej (a co za tym idzie łatwe przyswajanie zapożyczeń i kalk składniowych) wystawia go na wpływy “większego” krewnego. Poglądowym przykładem może być para rosyjski-białoruski i stale podupadający status tego ostatniego.

2. Para rosyjski-ukraiński jest podobna jeśli chodzi o wzajemny dystans obu języków, ale dynamika sytuacji językowej na Ukrainie znacznie odbiega od tego, co ma miejsce na Białorusi. Przyczyny zapewne należy się dopatrywać w odmiennym nastawieniu władz państwowych, które w jednym przypadku krzewią, a w drugim tępią własny język ‘narodowy’.

3. Wyparcie języka o niższym prestiżu przez ten o wyższym to nie jedyny możliwy rezultat upadku dwujęzyczności: kontrprzykładu dostarcza Grecja gdzie dhimotiki całkowicie zastąpiło katharevousę. Przyczyny? Jednoznaczne skojarzenie tej ostatniej ze skompromitowaną dyktaturą wojskową, ale przede wszystkim przejęcie przez dhimotiki roli głównego języka literatury pięknej, co wskazuje na znaczenie wyraźnego rozdzielenia sfer użycia obu języków czy wariantów.

4. Dwujęzyczność czy dyglosja wydają się stabilniejsze, kiedy język ‘wysoki’ nie jest dla nikogo (przynajmniej na danym obszarze) językiem ojczystym, a tym samym jest postrzegany jako neutralny i odizolowany od sporów i resentymentów etnicznych i dodatkowo zbyt ‘sztuczny’ by mógł wyprzeć język lokalny z użycia w domach. Dlatego właśnie łacina przez kilkaset lat z powodzeniem sprawowała tę funkcję w zachodniej i środkowej Europie.

… i dalsze uwagi, zainspirowane przez dyskusję w komentarzach 

5. Duże znaczenie ma też, czy wariant ‘wysoki’ ma jedynie znaczenie lokalne czy też szersze – jeśli jest wspólny dla wielu krajów czy regionów, należy przypuszczać, że jego pozycja w każdym z nich będzie silniejsza, niż katharevousy w Grecji. Ta ostatnia nie miała nad dhimotiki żadnej przewagi komunikacyjnej – nie istniała żadna grupa ludzi, do których można było dotrzeć przez katharevousę, ale nie przez dhimotiki. Odmiennie w świecie arabskim czy niemieckojęzycznej Szwajcarii gdzie posługiwanie się wariantem ‘wysokim’ potencjalnie daje dostęp do wielokrotnie większej liczby odbiorców. 

6. Nawet jeśli dwujęzyczność jest symetryczna na poziomie społeczności (tj. oba języki są/mogą być używane na równi we wszystkich sferach), to niekoniecznie jest tak na poziomie poszczególnych osób. Nie wszyscy obywatele wielojęzycznych państw czy regionów sami są wielojęzyczni, a z kolei nawet osoby wielojęzyczne na ogół nie władają wszystkimi swoimi językami na tym samym poziomie. Łatwiej jest, przykładowo, myśleć, marzyć czy wściekać się w języku który zna się z domu, a z kolei dyskutować na tematy naukowe – w języku, w którym się o nich po raz pierwszy uczyło.

7. Największym zagrożeniem dla stabilnej dwujęzyczności, zwłaszcza w przypadku języków mniejszościowych, jest rosnąca w miarę rozwoju nowoczesnej infrastruktury i technologii komunikacyjnych presja języków oficjalnych i/lub większościowych. Częste są sytuacje, w których dwujęzyczni rodzice przekazują swoim dzieciom tylko język dominujący poza domem, w przekonaniu, że znajomość języka mniejszościowego nie tylko nie przydaje się w życiu, ale może przeszkadzać. Na prawdopodobieństwo podjęcia takiej decyzji oddziałuje szereg czynników: rozproszenie geograficzne użytkowników języka mniejszościowego; trendy migracyjne; skala codziennych kontaktów ze społecznościami używającymi dominującego języka; lokalny prestiż rodzimego języka/duma z historii, kultury, literatury; odrębność własnych tradycji; wielkość lokalnych społeczności i in.

This entry was posted in Uncategorized and tagged , , . Bookmark the permalink.

4 Responses to Uwagi o dyglosji

  1. Piotr says:

    Mam nadzieję, że moim komentarzem nie odbiegnę zbyt mocno od tematu artykułu [ostatecznie przedstawiam jego wersję skróconą]. Zastanawia mnie jednak, czy w ogóle można być do końca dwujęzycznym, czy też któryś z języków zawsze będzie dominował i w nim jego użytkownik w większości myśli, a drugim się jedynie bardzo sprawnie posługuje. Nie wiem na sensowne i na ile istotne jest to pytanie, ale ciekawi mnie natura dwujęzyczności z powiedzmy “fizjologicznego (?)” punktu widzenia.

    Zapytałem się znajomą z depertamentu Cusco w Peru, w którym języku myśli, w keczua, czy po hiszpańsku. Odpowiedziała: “Zwykłam to robić w obu, ale w większości w keczua”. I jest to ciekawa odpowiedź, bo od dziecka edukację odebierała w języku hiszpańskim, od iluś lat (od wyjazdu na studia) nie ma ani jednej osoby, z którą mogłaby rozmawiać w keczua i mimo pewnych keczuańskich kalek w Jej hiszpańskim, jakie dostrzegam, ciężko byłoby mi nie przyznać Jej poziomu C2 w j.hiszp., a mimo to nadal myśli zasadniczo w keczua.

    Tak więc wydaje mi się, że i na obszarach dwujęzycznych, Ci “ludzie dwujęzyczni” są jednak umysłowo ukształtowani z przewagą jednego języka, a drugi jest niejako obcy, lub też -może lepiej powiedziawszy- drugi, drugorzędny. Nasuwa się więc pytanie, czy kompletna dwujęzyczność jest w ogóle możliwa, ale jeśli tak, spodziewam się, że charakteryzuje się nią bardzo niewielki odsetek ludzi uznawanych za dwujęzycznych. Pierwszy język, jakiego się uczymy, nas w pewnien sposób kształtuje.

    Znacznie prostsza jest zmiana dialektu, przez modyfikację obecnego idiolektu, ale to co innego niż zmieszczenie w głowie dwóch kompletnie odmiennych języków na równi ze sobą. Tutaj można nawiązać do punktu pierwszego, jaki wymieniłeś. Istnieje niebezpieczeństwo uznania dialektu / blisko spokrewnionego języka za niepoprawny wariant języka o większym prestiżu, jak i łatwiejsze przenikanie kalek językowych. Niemniej myślę, że największym zagrożeniem (oraz jedynym w przypadku języków niespokrewnionych) jest nie wchłanianie etnolektów przez te bardziej prestiżowe, ale sytuacja, w której przykładowo pierwszorzędnie keczuańskojęzyczni rodzice, do swoich dzieci mówią po hiszpańsku.

    O możliwych przyczynach dlaczego rodzice przestają mówić do swoich dzieci w swoim pierwszym języku, a zamiast niego mówia w drugim, już rozmawialiśmy zarówno na forum, jak i w Twoim artykule “Dlaczego tak niewielu ludzi mówi po baskijsku?”. Myślę, że ogólnie aby była możliwa do utrzymana względna dwujęzyczność (“względna”, bo przyjmuję, że jeden język i tak przeważa), gdy drugorzędnie opanowywany z języków jest oficjalny i praktyczniejszy, nie może dojść do rozrzedzenia użytkowników języka “mniej prestiżowego” na określonym obszarze, a liczba użytkowników języka nie może zbyt zmaleć.

    Udało mi się dotrzeć do dwujęzycznych użytkowników keczua będących w miastach (wyjazd na studia itp.), ale nie do pochodzących z miast. Keczua używany jest na andyjskich obszarach wiejskich, gdzie nie ma dostępu do internetu, nie ma telefoni komórkowej i są duże trudności z telefonią stacjonalną. Są to obszary dość odizolowane, do których nie emigrują hiszpańskojęzyczni ludzie z miast. Użycie keczua utrzyma się tam tak długo, jak hiszpańskiego będą się uczyć jako języka drugiego. To się potrafi zmienić w ciągu jednego pokolenia i obecnie się zmienia, bo rodzice uznają hiszpański za język przydatniejszy dla swoich dzieci z powodów oczywistych.

    Póki co nie chcę się rozwlekle wypowiadać o polityce peruwiańskich władz, ale wydaje mi się, że władze i mający poparcie władz zatrwardziały wróg tradycji pogańskich czyli Kościół, raczej wiele dobrego dla zachowania lokalnych tradycji i języka nie robią.

    • peterlin says:

      Uwagi celne i wcale nie odbiegające od tematu. W kwestii zagrożeń zdecydowanie się zgadzam, tematu nie poruszyłem tym razem, bo mówiliśmy już o tym wcześniej.

      Sytuacja językowa lezgińskiego w Azerbejdżanie i Rosji poza Dagestanem (w samym Dagestanie jest nieco lepiej) jest bardzo podobna do tego co opisujesz. Na wsi lezgiński jest -na razie- niezagrożony (ale penetracja języków oficjalnych rośnie – lepsza infrastruktura transportowa + media), ale w miastach młode pokolenie jest rosyjsko- lub azerskojęzyczne, a lezgiński zna w ograniczonym zakresie (bądź wcale).

      Zgadzam się też co do tego, że symetryczna/pełna dwujęzyczność (= oba języki znam tak samo dobrze) jest rzadka i w zasadzie ograniczona do przypadków typu “mama mówi zawsze po X-owemu, a tata zawsze po Y-owemu; a i Y i X są mniej więcej jednakowo ważne poza domem w tym w szkole” (kiedy mój syn trochę podrośnie będę miał zapewne wiele ciekawych obserwacji z sytuacji nieco odmiennej -rodzice po polsku, niania po persku- ale podobnej).

      Tu ciekawostka – nawet Lezgini pochodzący ze wsi i uważający lezgiński za swój jedyny język ojczysty na ogół nie potrafią liczyć po lezgińsku. To jest oczywiście znają liczebniki, nazwy działań itd. i mogą wszystko powiedzieć po lezgińsku (i podawanie cen się faktycznie po lezgińsku odbywa), ale wszelkie ‘obliczenia w głowie’ prowadzą w myślach po azersku (bo w tym języku jest prowadzona arytmetyka w podstawówce; po lezgińsku jest tylko przedmiot ‘język lezgiński’)

      Technologie. Z jednej strony dzięki nim penetracja i presja języka większościowego wzrasta, ale z drugiej – coraz niższe koszty pozwalają wykroić nowe nisze dla języków mniejszościowych. W zachodniej Afryce dzięki ‘boomowi komórkowemu’ coraz więcej ludzi pisze (sms-y) w językach lokalnych. Coraz łatwiej też o lokalizację oprogramowania etc. Oczywiście takie oddolne pozytywy mogą przeważyć tam, gdzie zasoby i presja języka urzędowego są najsłabsze (jak w Afryce właśnie).

  2. Karol says:

    W zasadzie trudno mi się nie zgodzić z ogólnymi zasadami współistnienia dwóch języków na jednym obszarze, bo każdy z przykładów jest bardzo trafny. Do punktu 4. dodałbym sytuację, jaka panuje obecnie w RPA, gdzie mimo, iż język angielski spełnia funkcję lingua franca, liczba osób posługujących się nim jako ojczystym z roku na rok spada. Z jednej strony nie jest on traktowany przez ludność czarną jako język “białego kolonizatora” jak afrikaans, z drugiej natomiast w żaden sposób nie jest on w stanie wyprzeć języków lokalnych jeśli chodzi o życie codzienne.

    Wydaje mi się, że interesująca sytuacja panuje w Belgii, gdzie diglosja ma miejsce. Naturalnie można się spierać na temat tego czy Walończycy mają podobną znajomość flamandzkiego jak Flamandczycy francuskiego, ale rzecz w tym, że w kraju tym obowiązują dwa języki, które zarówno de iure i de facto są równoprawne, co jest swoistym ewenementem. Do tego można dorzucić, że trzecim językiem Belgii jest niemiecki, który dominuje w gminie Eupen tuż przy granicy niemieckiej i pod względem szeroko rozumianego prestiżu wcale nie stoi na przegranej pozycji. I wreszcie Luksemburg, który przynajmniej na papierze zdaje się być idealnym krajem, w którym panuje nawet triglosja.

    I jeszcze, skoro jesteśmy przy tematyce pokrewnej językowi niemieckiemu, trudno byłoby nie wspomnieć o Schwytzerdeutschu. Otóż dialekty szwajcarskie, mimo ich niższego statusu w stosunku do urzędowego Hochdeutscha, są używane bardzo szeroko chociażby w szwajcarskiej telewizji i udział z roku na rok ten wzrasta. O ile jeszcze kilkanaście lat temu należało to do swoistego folkloru, tak obecnie dla niemieckojęzycznych Szwajcarów jest to sytuacja całkiem normalna – audycje często są nadawane z napisami w Hochdeutschu. Dialekty dominują też w życiu codziennym mieszkańców, nierzadko mieszając elementy jednego jak i drugiego standardu, tak jak chociażby w kantonie Valais/Wallis.

    • peterlin says:

      Dzięki za komentarz, za chwilę uzupełnię tekst o kilka dodatkowych elementów.
      Teraz krótka polemika: w Belgii, Luksemburgu, Kanadzie czy Szwajcarii (na poziomie federalnym; bo wewnątrzniemiecka dyglosja istnieje) jest oficjalna dwu-(trzy-)języczność, ale nie ma dy-(try-)glosji, bo różne języki mają tam równy, a nie różny (co jest częścią definicji dyglosji) status.
      Inna sprawa to jak ta wielojęzyczność funkcjonuje w praktyce. Nie każdy obywatel wielojęzycznego kraju jest wielojęzyczny. Dodatkowy element -w przypadku Belgii- to poważne napięcia między społecznościami, co powoduje wysoką polityczną wrażliwość kwestii parytetu obu języków (cf. Bruksela gdzie znaczenie ma kwestia która wersja językowa oficjalnych napisów jest umieszczona wyżej).

      Z resztą uwag się oczywiście zgadzam.

Comments are closed.